
Kata - duch Karate czy pozostałość antycznego muzeum?
Część I.
Pojęcie ważności i roli Kata w karate jest drażliwym tematem wśród wielu instruktorów i uczniów. Dla Chińczyków, Okinawańczyków i Japończyków karate to Kata. Wierzyli, że tylko przez ciągłe powtarzanie Kata, wszystkie techniki karate mogły osiągnąć mistrzowski poziom i że tylko poprzez studiowanie Bunkai (interpretacji Kata) można rozwinąć zdolność do realnej walki. Wolna walka była oceniana jako nierealna czy też ograniczona, była ślepą drogą prowadzącą jedynie do kontuzji lub stagnacji. Ta postawa ma bardzo długą historię, a wzmianki o Kata jako metodzie treningowej można odnaleźć w różnych chińskich i japońskich kronikach.
W dynastii Chou (1.100 - 250 p.n.e.) istniał szczególny taniec wykonywany przez żołnierzy, znany pod nazwą „tańca z tarczą”. Żołnierze w czasie prezentacji trzymali tarczę i sztandar, a ruchy które wykonywali były zdecydowanie bardziej defensywne niż agresywne. Taniec ten był często uzupełniany przez „taniec z toporem wojennym”, wykonywany przez żołnierzy trzymających topory, a w swojej treści był bardzo agresywny.
W opisach z 28 roku o Księciu Lu (666 pne.), w rocznikach „Tso Chuan” („Komentarze Tso do Roczników Wiosny i Jesieni”) mówi się o tym, że książę z królewskiego domu Chu zakochał się we wdowie po zmarłym królu Wen. W celu zdobycia jej przychylności wybudował naprzeciwko jej pałacu pawilon, gdzie codziennie ćwiczył taniec zwany „wan”. Słysząc o tym, królowa płacząc, powiedziała: „Kiedy mój zmarły pan wykonywał ten taniec, to tylko w tym celu, aby przygotować swoich żołnierzy do walki. Jego doskonałość, zamiast kierowania tego przeciw wrogowi, wymierzona była przeciw temu kto jeszcze żył. Jakaż to różnica !”
Oczywiście „tańce” te nie były zwykłymi artystycznymi przedstawieniami, były metodami treningowymi służącymi do przygotowywania wojowników do walki.
Tańce te praktykowano jeszcze przez długi czas. W czasie wizyty przedstawicieli holenderskiej ambasady na dworze Chińskim w latach 1794-95, dyplomaci byli zabawiani, jak to sami opisywali, „niezwykłym tańcem” wykonywanym przez strażników i Shih Wei, wojowników pocztu sztandarowego Mistrza Manchu, wybierani byli do tego ze względu na ich wzorową wojskową postawę i biegłość w sztuce.
Prawdopodobnie było to pierwszy raz, gdy ktoś z Zachodu oglądał to, co obecnie nazywamy Kata. W połowie XIX wieku, zachodni podróżnik Thomas Meadows, oglądał chińskich żołnierzy wykonujących Kata z wykorzystaniem broni. W swojej książce „Chińczycy i ich bunty” (Londyn 1856 r.) opowiada nam:
„Jeden z mężczyzn, uzbrojony w miecz i grzechotkę, wcale nie wyglądający na złego, ale zachowujący się bardzo głośno w czasie swojego występu. Zachowaniu temu towarzyszyły niezwykłe podskoków, wykonywanych w trakcie prezentacji ćwiczeń. Wyskakiwał ze swoim wyposażeniem w górę i wykonywał cięcia mieczem, wyjąc przy tym bardzo głośno. Po czym nagle spadał w dół, chroniąc się pod grzechotką. W postawie wyprostowanej, sztywno ubrany i w przyciasnych spodniach, europejczyk nigdy tego by nie powtórzył - podczas gdy on wykonywał kilka cięć z ziemi na nogi wyimaginowanego przeciwnika. Potem ponownie wymachując grzechotką ciągle atakował jego ręce, kładł głowę na ziemię i obracając się dookoła niej kierował ataki w kierunku urojonego przeciwnika”.
Głębokie studia nad ograniczoną liczbą Kata prowadziły do rozwoju bardzo czystych rodzajów technik. Ćwiczący styl Białego Żurawia - Fukien, tak jak i zwolennicy karate z Okinawy (szczególnie Goju Ryu i Uechi Ryu), wierzyli, że istota sztuki walki może zostać przedstawiona w Kata Sanchin. Uczniowie stylu Białego Żurawia Fukien mieli motto, które mówiło, że jeśli chcesz zobaczyć prawdziwy styl Białego Żurawia, to powinieneś zobaczyć „Sanchin”. Instruktorzy tacy jak Gichin Funakoshi (Shotokan) i Chojun Miyagi (Goju Ryu) upierali się przy tym, że Kata są duszą karate. Praktykowanie ich prowadzi nie tylko do zdobycia umiejętności walki, ale również do doskonałości charakteru, a w końcu przecież bierze się również i to pod uwagę w przygotowaniu do walki.
To połączenie znajduje obecnie coraz większe poparcie. Niektóre style prawie całkowicie ignorują kata, podczas gdy inne zaledwie zwracają uwagę na ideały klasyczne, produkując kata o dużym wizualnym uroku, ale o małej wartości walki.
Rola kata zmieniła się, stały się ćwiczeniem prowadzącym do zdobycia kondycji, do poprawy siły mięśni brzucha, ogólnej siły i elastyczności, ale nie mają już niewiele lub prawie nic wspólnego z jakimkolwiek rodzajem walki. Jest to szczególnie widoczne, kiedy ćwiczący kata usiłują wyjaśnić zastosowanie technik które używają. Również realne techniki pokazywane są w ostateczności, w przeciwieństwie do całkowicie nierealnych ataków czy bloków prezentowanych czasami na zawodach.
Ale też i kata zmieniono nie do poznania, nie wszystkie znalazłyby zastosowanie w realnej walce. Z tego powodu niektórzy mistrzowie sztuk walki odmawiają jakiegokolwiek przekształcania kata, wierząc, że w rzeczywistości nauczą cię złych nawyków, które mogłyby spowodować twoją kontuzję w czasie walki. Joe Lewis, znany doskonale amerykański karate-ka i kick boxer wyrażał swoisty pogląd w Liverpool w 1978 r., mniej więcej w tym samym czasie gdy Bruce Lee usiłował nauczyć swoich uczniów jak walczyć poprzez praktykowanie kata, że „taka nauka, to jak próba zawinięcia wody w paczkę brązowego papieru”. Dla ludzi z takim spojrzeniem, kata nie są niczym więcej niż starożytną sztuką, są interesujące historycznie, lecz całkowicie bez związku z realiami nowoczesnej walki.
Gdzie tkwi więc prawda ? Czy trening kata jest zwykłą stratą czasu, czy też ma jakąś wartość dla współcześnie praktykujących karate ? Jest to bardzo uczące, gdy porównujemy nowoczesne wersje kata ze starymi. Jeden fakt daje się zauważyć natychmiast: współczesne pochodzenie daleko bardziej odnosi się do zewnętrznego wyglądu (niskich pozycji, wydłużonych technik, wysokich kopnięć, itp.) niż stare kata. Patrząc na fotografie karate-ka z lat 1920-30, dochodzimy do wniosku, że współczesne kata wygląda jakoś nie uporządkowanie. Podczas gdy stały się one bardziej estetyczne i fizycznie bardziej wymagające. Kata również rozwinęły pozycje i techniki, które są bezsensowne z punktu widzenia walki, w podobny sposób jak w Chinach starożytne systemy walki rozwinęły się w nowoczesną formę gimnastyki znaną jako Wu Shu, metodę której ruchy są dalekie od obecnej formy walki.
Jako prosty przykład, niech posłuży tu nam, porównanie stosowanej obecnie w stylu Shotokan, pozycji Kiba Dachi, z pozycją oglądaną na starych fotografiach Funakoshi’ego i jego uczniów, w latach 1920-, 30- i 40-tych. Współczesna pozycja jest trudniejsza do wykonania i jest z pewnością sposobem do rozciągnięcia nóg, lecz ponieważ pachwiny są odsłonięte, to bardzo nierozsądnie byłoby stać w takiej pozycji w czasie walki. Po raz pierwszy zwrócił na to uwagę Shinkin Gima, jeden z pierwszych uczniów Funakoshi’ego, który uzyskał stopień Shodan (pierwszy stopień czarnego pasa). Twierdził on, że:
„Jeśli chodzi o pozycje, to wydaje mi się, że niektórzy ze współczesnych karate-ka przesadzają z nimi. Np. myślę, że pozycja Kiba Dachi (pozycja jeźdźca na koniu) jest bardzo często za szeroka.”
Wymagania zawodów, spowodowały rozwój kata w kierunku przeciwnym do tradycyjnych, realnych wymagań.
Innym przykładem niech będzie spojrzenie na nowoczesny sposób wykonania kata „Nijushiho/Niseishi” i porównanie go ze starszą wersją. Współczesne wykonanie charakteryzuje się dwoma wysokimi kopnięciami bocznymi, które są wizualnie bardzo dynamiczne i technicznie trudne do poprawnego wykonania. W starszej wersji podnosi się tylko nogę, blokując golenią atak lub zbijając przechodzące kopnięcie, tylko realne ataki ręczne miały rzeczywiście sens w starszej wersji, aniżeli boczne kopnięcia w wersji współczesnej, które mogłyby zatrzymać atakującego, gdyby usiłował się zbyt blisko przysunąć.
W latach 20- i 30-tych wprowadzenie różnych metod sparringowych doprowadziło do całkowitej zmiany myślenia wśród instruktorów i uczniów, jak również i zmiany wartości treningu kata. Przypuszczenie, że wytrenowany w kata karate-ka mógłby obronić się, było poważnym wyzwaniem. Oczywiście krytyka była taka, że sparring nie był walką, itp., że intencją nie jest okaleczenie czy uszkodzenie przeciwnika, lecz zdobycie na nim punktów, ale ta krytyka unieważniona była przez opisy przedwojennych meczów sparringowych w których poważne kontuzje były rzadkością.
Sensei Taji Kase opowiadał, że w latach 40-tych, w czasie wojny, treningi były tak ostre, że wielu jego przyjaciół straciło oko w sparringu. On sam mówi o jednym z przeciwników: „wybił mi wszystkie przednie zęby i połamał żebra ... z zemsty złamałem mu nos i prawe żebra”. Warto również pamiętać, że Chojun Miyagi i inni, aby ułatwić sparring, ubierali się w zbroje, by pozwolić na kontakt i by być stosunkowo bezpiecznym. Z pewnością również Kenwa Mabuni, założyciel Shito Ryu, eksperymentował z takim typem treningów. Sensei Tatsuo Suzuki opowiadał, że w czasie wojny większość treningów skupiało się na sparringu, w celu przygotowania się do odparcia obcych najeźdźców. Ponieważ groźba wyglądała poważnie, kata nie były uznawane za realną metodę treningową, były ignorowane lub też w najlepszym wypadku ćwiczone sporadycznie.
Wartość kata potwierdza się w fakcie, że przechowują techniki zabronione w sparringu. Np. kata „Chinte” charakteryzuje się atakami Nukite na oczy, a w kata „Kururunfa” uczniowie ćwiczą kopnięcia na kolana, dźwignie na ręce i rzuty. Jednak bez znajomości i praktykowania Bunkai (interpretacji), kata są po prostu ćwiczeniami ruchowymi, podobnymi do gimnastyki, bez lub z małym zastosowaniem do walki. Wyższe stopnie powinny skoncentrować się na ćwiczeniu interpretacji kata, używając sparringu jako metody utrzymującej szybkość i timing. Powtarzając przez lata sekwencje kata. W końcu jest stosunkowo łatwo wykazać, że taki rodzaj treningu może być używany jako sposób do rozwinięcia np. mięśni brzucha –ale prawdopodobnie można też i argumentować, że bieganie, czy skakanka mogło by być bardziej efektywne.
Wiele brązowych i czarnych pasów ćwiczy kata, tylko po to aby sprostać wymaganiom egzaminacyjnym. To z kolei prowadzi do maszynowych bezdusznych prezentacji, które hamują rozwój prawdziwych umiejętności. To oczywiście jest to, co tradycyjni instruktorzy mają na myśli mówiąc, kiedy ostrzegają przed praktykowaniem kata bez ducha walki lub też, tak jak to powiedział jeden z czarnych pasów: „kata bez elementów przemocy i realizmu są stratą czasu”.
Jaka jest na to odpowiedź ? Nie wiadomo, ale jednym z możliwych rozwiązań jest zaproponowanie finalistom w kata prezentacji nie tylko ich kata, ale również interpretacji przeciwko kilku napastnikom. Punkty mogłyby być przyznane za jakość ukazanych technik i za doskonałość w zastosowaniu kata.
Źródło: "Budo Karate" nr 13/00 "Kata - duch karate czy pozostałość antycznego muzeum" - esej sensei Mirosława Piotra Ciesielskiego
Poprawiony: czwartek, 06 maja 2010 22:08


